Samotni na grani, czyli gdzie znaleźć dziedzictwo i czemu go nie poczytywać za dziewictwo

Samotni na grani, czyli gdzie znaleźć dziedzictwo i czemu go nie poczytywać za dziewictwo

Wierzę w pewien duchowy wymiar gór i ich zdobywania. W zupełnie niematerialny i niewymierny aspekt przenikania się wzajemnego człowieka i natury. Wierzę że każda eksploracja gór, nawet ta powszechnie nieznana, jest przetarciem ukrytych dróg dla następnych pokoleń, jest odbiciem jakiejś ludzkiej wrażliwości na granitowym bloku, i pieczęcią granitu na powierzchowności człowieka ...

Wierzę też w ludzi nietuzinkowych, skromnych, wolnych od gier środowiskowych, od poklasku, prawdziwych pasjonatów (diamenty które nie nadają się do szlifowania), z pokorą wczytujących się WHP i Cywińskiego szukających swojego rozumienia Tatr poprzez zrozumienie sposobu postrzegania tychże przez mistrzów. Wierzę w ich duchową bliskość z Tatrami, jak i z tymi dla których Tatry były droższe niż sława, czy też pieniądze płynące z tatrzańskiej poufałości.

Poza środowiskowym świecznikiem, poza wspinaczkowymi omnibusami, królami forum dyskusyjnych, facbookowymi aktywistami, etc istnieje podziemie taternickie, ludzi którzy rzeczywiście znają w Tatrach każdą 'szparę' i rzeczywiście wiedzą gdzie jeszcze znaleźć świeże ślady Świerza. Ludzi, którzy swe pierwsze kroki w Tatrach skierowali ku graniom i szczytom, jakie u zarania swej sportowej kariery stają się pożądane i odkrywane przez niektórych asów sportowych aspiracji.

Rozumiem tych outsiderów, wiem jak przebiega ów naturalny proces zbliżenia do Tatr, od dróg łatwych do trudnych. Wiem jak szybko kończą się szlaki, kiedy z I przechodzi się w II, jak skrupulatnie wyszukuje się te drogi do przejścia samotnie, bez asekuracji, z dala od zgiełku, z dreszczem niepewności, z wypiekami odkrywcy, w napięciu nieprzewidywalnych trudności, topograficznych komplikacji; kiedy mistrz Paryski przestaje być dokładny, kiedy kolejny tom przewodnika jest coraz mniej szczegółowy, a nam się wydaje że już pora napisać nowy ...

Bywalcy grani znają więcej niż 169 szczytów i nie potrzebują epatowania żadną cyfrą ani czyjąkolwiek wyliczanką, jak i 'dobrych rad' o dzieleniu sobie grani na części. Wiedzą też że jeden z notorycznie powtarzanych błędów przez nowo objawionego 'znawcę grani', czyli tzw. „wielki pazdur” (gdyż wielkość jest cechą nadrzędną dążeń ku sławie), jest jedynie Wyżnim Pazdurem. Nie informują świata którą część grani przeszli i jaki nowy głaz spostrzegli. Idą by poznawać. Tylko w rozmowie staje się jasne jak bliskie są im szczyty i te „dziewicze” percie, dawno zdeptane stopami tysięcy „neofitów”.

Wróciłem ze spotkania przyjaciół gór. Po raz kolejny spotkałem nikomu nieznanych, 'przeciętnych' wspinaczy, doskonale orientujących się w zakamarkach zamkniętych dolin i szczytach, nie tylko głównej grani. Między nimi i z nimi świętowali zakończenie taternickiego sezonu letniego znani i utytułowani wspinacze – ci którzy Grań Główną przeszli i dla których pozostaje ona celem. Znamienne jest, iż gwiazdy słowackiego taternictwa otaczają się ludźmi z owego undegroundu taternickiego, znają się z nimi i dla nich organizują spotkania, współtworząc z nimi środowisko ludzi gór.

Poprosiłem jedną z takich nieznanych osób o odpowiedź na kilka pytań. Przy jednym z nich, Olga przytoczyła słowa Włodka Cywińskiego na temat ochrony przyrody. Jest to dylemat na osobną dyskusję, szczególnie w aspekcie dzielenia się przejściami. Strona www.tatry.przejscia służy też temu, aby owe 'zakazane przejścia' nie ginęły, (istnieje baza przejść nie publikowanych, każdy może wysyłać swoje wykazy na maila). Istnieją zwolennicy trzymania w tajemnicy takowych wyjść, często poddając ostracyzmowi osoby ujawniające zdjęcia, wspomnienia z 'zamkniętej' części Tatr. Pomijając przypadki, gdy jest to przejawem zawiści osób z mentalnością 'psa ogrodnika', nie można jednak nie zastanowić się nad tym problemem. Jednocześnie jest wiele publicznych naruszeń przepisów, przez osoby znane z imienia i nazwiska, niejednokrotnie występujące w publikacjach instytucji, przeciwko którym owe wykroczenia popełniają. Nie można zaprzeczyć ani ukryć działalności taternickiej w parkowych enklawach, choćby dla uzmysłowienia nadchodzącym Kolumbom, iż ich 'nowy ląd', przemierzyli wzdłuż i wszerz, dziesiątki lat wcześniej, 'dzicy i prymitywni' tubylcy.

Czym są dla Ciebie Tatry, jaką rolę pełnią w Twoim życiu? Oczyszczają, wzmacniają?

Tatry traktuję jako drugi dom. Zaspokajają wiele moich potrzeb, umożliwiają rozwój, spełnianie marzeń, wyznaczając jednocześnie kolejne cele. Dzięki nim można odciąć się od codzienności, podziwiać niespotykane nigdzie indziej krajobrazy i uwieczniać je na zdjęciach, poznawać przyrodę, nabierając przy okazji szacunku do niej – jednym słowem odpocząć, zrelaksować się, pozbyć złych emocji. Wzmacniają przy tym fizycznie i psychicznie - pozwalają stawiać czoła własnym lękom i słabościom, poszukiwać granicy swych możliwości, a następnie próbować ją przekraczać. Uczą, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach oraz brania odpowiedzialności za własne decyzje, które mogą nieraz kosztować życie.

Co gotowa jesteś poświęcić dla Tatr?

Od pewnego czasu staram się żyć w ten sposób, aby móc przeznaczyć dla Tatr jak najwięcej czasu i, szczerze mówiąc, ciężko mi sobie wyobrazić, bym nagle miała to wszystko rzucić lub mocno ograniczyć. Wiadomo, różnie się w życiu układa i być może kiedyś priorytety będą musiały ulec zmianie, ale na chwilę obecną Tatry wydają się najważniejsze.

Co sądzisz na temat medialności, popularności wspinaczy, ludzi gór?

Prawdziwą pasję zawsze warto popularyzować, może dzięki temu powiększy się grono ludzi oddanych górom, ktoś odnajdzie własną drogę, sposób na życie. Myślę, że raczej mało kto bierze się za tę dziedzinę głównie po to, aby zaistnieć w mediach – zbyt wiele czasu i wysiłku, szansa sukcesu niewielka, a ryzyko spore, są prostsze sposoby. O wypadkach i tragediach i tak się będzie mówić; komentarze, że przecież głupota, niepotrzebne narażanie życia, a jak ktoś zginie, to bardzo dobrze, w końcu sam sobie winien, i tak się będą pojawiać, więc nie zaszkodzi ukazanie dla odmiany tych dobrych stron gór.

Wymień trzy nazwiska które Ci się natychmiast nasuwają w związku z Tatrami.

Na 1. miejscu zdecydowanie Władysław Cywiński. Podzielam wiele jego poglądów, był i będzie dla mnie wielkim tatrzańskim autorytetem, wzorem do naśladowania.

Witold Henryk Paryski ze swymi opisującymi całe Tatry Wysokie przewodnikami, które do dziś są jednym z podstawowych źródeł wiedzy topograficznej.

Klemens Bachleda, ‘król przewodników’, który poświęcił swe życie, spiesząc na ratunek.

Wymień trzy nazwiska które kojarzą Ci się pejoratywnie z Tatrami.

Konkretnych nazwisk podawać nie będę, natomiast posłużę się cytatem wspomnianego przed momentem Cywińskiego („Tatry – przewodnik szczegółowy.” tom 11, str. 7) „Jakim paradoksem jest listopadowe spotkanie ‘nielegalnego’ turysty z jedną, drugą czy trzecią wielką ciężarówką zwożącą pozyskane drewno. Jakim paradoksem jest spotkanie podwójnie nielegalnego (termin i miejsce) turysty w Dolinie Koprowicy z terenowym samochodem wiozącym myśliwych ku ich chatce” (…). Mile widziane jest 10 tysięcy dziennie w Morskim Oku, 5 tysięcy dziennie na Smokowieckim Siodełku (…). Nic nie szkodzi traktor z przyczepą pełną drzewa w Dolinie Cichej, Dol. Juraniowej czy w Dol. pod Koszary. Samotny turysta tamże – co to to nie!” Każdy, kto popiera wymienione powyżej zjawiska, tak właśnie mi się kojarzy.

Lubujesz się w graniach, czy tak?. Dlaczego?

Tak – niedawno utwierdziłam się w przekonaniu, że granie są zdecydowanie tym, czym chciałabym zajmować się w Tatrach najbardziej. Po wielu z nich można przemieszczać się stosunkowo szybko, co zapewnia piękne, rozległe i cały czas zmieniające się widoki, a jednocześnie nie brakuje ‘kontaktu ze skałą’, emocji, miejsc wymagających przemyślenia.

Które znasz dobrze byłaś na nich więcej niż raz, a które Ci się marzą, są niepoznane jeszcze?

Rzadko kiedy powtarzam którąś grań, ponieważ wciąż czeka wiele nowych. W tym roku ponownie przeszłam pomiędzy Łomnicą a Durnym, tym razem w przeciwnym kierunku niż poprzednio, więc można powiedzieć, że teren znam już dość dobrze. Marzy mi się przede wszystkim cała Główna Grań, w pierwszej kolejności rejon Mięguszowieckich Szczytów.

Masz górskich przyjaciół? Ilu?

Jest parę osób, które dzielą moją pasję i na które wiem, że mogę liczyć. Wiadomo, im częściej człowiek bywa w górach, tym chętniej o nich rozmawia, przeżywa różne rzeczy z tym związane – ktoś, kto sam nie chodzi, często nie do końca rozumie, o czym mowa, nudzi go to, więc też coraz trudniej o wspólne tematy. Obecnie większość moich znajomych to ludzie w mniejszym lub większym stopniu związani z Tatrami.

Wolisz chodzić sama czy z kimś?

Swoje pierwsze kroki w Tatrach stawiałam samotnie – tak się nauczyłam i przyzwyczaiłam do płynących z tego zalet, przechodząc jednocześnie do porządku dziennego nad wadami. Ogólnie jestem sporą indywidualistką i niewiele znam osób, w towarzystwie których czuję się lepiej niż z górami sam na sam.

Jakbyś określiła różnice pomiędzy eksploracją samotną a z partnerem.

Przede wszystkim inaczej postrzega się teren, trudności. Nie rozdzielam swojej uwagi pomiędzy górami a rozmowami z partnerem, mogę skupić się wyłącznie na otoczeniu, dobrać tempo oraz trasę dokładnie takie, jakie mi pasują, zmienić plany w dowolnym momencie. Jest też później radość, że zrobiłam wszystko od początku do końca wyłącznie o własnych siłach. Jednocześnie zwiększa się świadomość wagi podejmowanych przez siebie decyzji – wiem, że nikt nie krzyknie ‘a to nie tamtędy mieliśmy iść?’ albo ‘tu 3 metry na lewo masz świetny stopień, na wprost raczej nie puści!’, tylko muszę sama się upewnić, czy aby na pewno nie pobłądziłam, a wybrany przeze mnie wariant nadaje się do przejścia. Nie przerzucę choć części odpowiedzialności na partnera. Dla psychiki sporo też daje sama świadomość, że ktoś jest obok, obserwuje, podnosi na duchu, w razie potrzeby wezwie pomoc lub jej udzieli. Dzięki temu – pomijając kwestie asekuracji – mogę działać w nieco trudniejszym terenie niż samotnie, gdyż czuję się wtedy pewniej.

Czy instytucja parku jest potrzebna? Jeśli tak, to w jakich ramach byś ją widziała?

Tatry pozostawione same sobie raczej nie miałyby się dobrze – są popularne, a jednocześnie nie brakuje osób, którym obojętne, co i w jakim stopniu zniszczą. Także jakaś czuwająca nad nimi instytucja wydaje się konieczna. Natomiast, jak już wcześniej pisałam, niech to wszystko będzie rzeczywiście nastawione na ochronę przyrody oraz udostępnienie gór ich miłośnikom, a nie głównie na zysk.

Czy chciałabyś by inni poznali Twoje widzenie Tatr? Dlaczego?

Chętnie opowiadam i rozmawiam o Tatrach, nie ukrywam nigdy swojego punktu widzenia ani poglądów na ten temat. Lubię dzielić się przeżyciami i odczuciami, więc jeśli tylko dana osoba jest zainteresowana, to jak najbardziej.

Czemu chcemy istnieć w świadomości innych? Po co? Dla nieśmiertelności, sławy?

Dobre pytanie. Poczucie, że ktoś docenia nasze osiągnięcia i włożony w nie wysiłek oraz że zostaniemy dzięki temu zapamiętani, na pewno jest przyjemne i w jakiś sposób mobilizuje do dalszych działań. Ważne tylko, żeby się zbytnio nie zapędzić i nie przestawać zdobywać przede wszystkim dla siebie.

Zdjęcia i odpowiedzi – Olga Sotomska

Zebrał i spisał – Adam Śmiałkowski