O obłędzie błędów czyli ich 'beznaczeniu' uwag kilka, oraz dygresja do podsumowania taternickiego lata 2015

O obłędzie błędów czyli ich 'beznaczeniu' uwag kilka, oraz dygresja do podsumowania taternickiego lata 2015

Współpracując z periodykami o Tatrach piszących, o taternictwie wspominających, czytam też to co inni piszą, co treść tatrzańską tychże wypełnia. W pięknoduchostwie swoim, idealizmem podszytym, co pewien czas w oburzeniu świętym na błędy, mnie rzucające się w oczy, uwagę redaktorom i autorom zwracam, wierząc niezbicie że do poprawy świata się przyczyniam, sferę duchową Tatr oczyszczając.

Prze długi czas wydawało mi się iż pewna lojalność, nie tyle wobec gór, ale wobec pism, nakazuje mi ze szczególnym baczeniem ich błędy wykazywać, toteż cieszyło mnie, gdy ktoś prosił mnie o czegoś tam przeczytanie, ewentualne poprawienie. Z czasem zaobserwowałem, że mój entuzjazm jest tylko mnie miły, a teksty ukazują się bez korekty. Może gdyby płacono mi za owe nie uwzględnione poprawki, to z większą dbałością o własną rzetelność, treści różne by publikowano.

Bogatszy o tą refleksję, ewoluując w swym idealizmie, coraz dłużej obserwuję dewaluację rzetelności, a coraz szersze przymykanie oka na poprawności. Wraz z rozwojem internetu masa błędów rozlewa się coraz mocniej, a jednocześnie coraz mniej dostrzegalnie. Tym milej było mi zaobserwować iż na szczęście nie jestem 'ostatnim Mohikaninem', że są osoby dostrzegające jak gęsto naszpikowana błędami potrafi być pozycja sponsorowana przez samo PZA. Którą notabene większość portali o Tatrach napominających, pod niebo (jak mniemam bez przeczytania) wychwalało i polecało:

http://brytan.com.pl/standardy-ponizej-standardow/

Podejmując współpracę z Taternikiem (w najbliższym numerze ma się ukazać zamówiony przez nich tekst o podsumowaniach – po co one, dlaczego i komu służą), pozwoliłem sobie na kilka uwag do tekstu jaki ukazał się na ich stronie, a który jest „mini podsumowaniem sezonu letniego”. Pomijając dyskusję z autorem tekstu, już po ukazaniu się Taternika w druku, zostałem poproszony przez redakcję o wymienienie błędów rzeczowych, topograficznych, które zauważyłem. Ponieważ ich nie uwzględniono, a ja nie doczekałem się odpowiedzi, zamieszczam poniżej fragment mojego listu, który owych uwag dotyczył:

1. Przejście Marcisza:

a) nie jest pokonaniem "najdłuższej drogi wspinaczkowej" gdyż określenia tego używał Włodek Cywiński w stosunku do całej Grani Głównej czyli Tatr Bielskich, Wysokich i Zachodnich. Marcisz przeszedł tylko Wysokie, co nie stanowi nawet połowy Grani Głównej. To tak jakby powiedzieć że ktoś przeszedł największą ścianę Tatr - południową Zamarłej Turni

b) nie jest pierwsze, bo przed nim było co najmniej kilka przejść CAŁEJ Grani Głównej Tatr, których autorzy uważali tak samo jak on, a mieli więcej ku temu przesłanek.

c) Marcisz nie poruszał się bez asekuracji, bo wykonywał zjazdy w wielu miejscach grani, co przy takim przejściu jest określane jako A0.

2. Droga "Proszę się wspinać" ma bolty, osadzono na niej spity (trudno w dwóch zdaniach rozwijać szczegóły tego). Tekieli już ten sam błąd popełnił dla wspinania.pl, po czym kontynuuje go, a za nim inni. Podobnie jest z nazwami... Koniec końców jest to żenująco męczące, a gdy już ostatnia twierdza kompetencji tatrzańskich, jaką powinien być Taternik, ulega temu fantazjowaniu, bez brania jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowa, to chce się wrzucić te kilka tatrzańskich periodyków i stron do kosza.

3. Zachodnie 'zbocza' Pośredniej Grani nie mają 500 metrowej deniwelacji, a droga wymieniona przez Tekielego przebiega po 90 metrowej Płycie Karłowicza. To tak jakby powiedzieć, że urwiska Zadniego Mnicha startują 500 metrów ponad Doliną Piarżystą. Przy okazji pojawia się uwaga co do nazw - wg mnie powinno się pisać z dużej litery: " ponad Doliną Staroleśną", nie: "ponad doliną Staroleśną".

4. Pewnych zachowań nie rozumiem, ale zauważam ich powszechność, co jednak utrzymuje mnie w przekonaniu, iż powinienem trwać przy swoim 'tatrzańskim purytanizmie.' Dlaczego prosząc mnie o korektę, przez dwa tygodnie nikt nie powie dziękuję, albo że mogę sobie tą korektę wsadzić gdzieś - tak żebym miał jakiś sygnał zwrotny?

5. Pomijając fakt że błąd dotyczący przejścia Marcisza wskazałem przed ukazaniem się Taternika i nie został on poprawiony, to jaki jest problem (gdy już się o wykazanie tego i innych błędów ponownie do mnie zwraca) poprawić te błędy na stronie Taternika - pytanie retoryczne. Mówiąc prosto - po co zawracać mi głowę, jak się nie ma zamiaru nic z tym zrobić.

6. O ile nad pewnymi błędami rzeczowymi można się zastanawiać, dyskutować, dywagować, to taki błąd ortograficzny jak pisanie nazw dolin z małej litery, obraża Ciebie / Was - redaktorów czasopisma. Napisanie że Marcisz przeszedł najdłuższą drogę taternicką jest takim samym błędem jak napisanie że Giewont jest najwyższym szczytem Tatr. Dalej już się nie powtarzam, bo tylko się bardziej wkurzam.

Pisząc podsumowania dla Tatr, czy inne artykuły, zmuszony jestem niejednokrotnie do ograniczenia ilości tekstu. Tym razem ukazał się spóźniony, poszerzony numer Tatr, w którym nie tylko ograniczona ilość szpalt była przyczyną wycięcia przez redakcję moich uwag do niektórych przejść.

Każde podsumowanie jest wyrywkiem wiedzy o sezonie jaki posiadam, ale jest przede wszystkim moim podsumowaniem, i moje uwagi są uzupełnieniem tego co się nie zawiera w liczbach, bo podsumowań, tak jak i poszczególnych dróg, nie tworzą jedynie cyfry. Podpisując się pod nimi, na swoje barki przyjmuję krytykę, oraz błędy, jakich nie mogę rzecz jasna uniknąć. Podczas swojego trzyletniego pisania podsumowań sezonów, doczekałem się w tym czasie, uwag tylko od dwóch osób, za co im jeszcze raz dziękuję. Oto tekst który został wycięty:

W dniach 2-6 lipca Andrzej Marcisz przeszedł solo, z udziałem osób wspomagających na biwakach, grań Tatr Wysokich, od Przełęczy pod Kopą do Liliowego. Insynuowanie rzekomo gorszego stylu innym, poprzez podnoszenie rangi własnego przejścia słownymi manipulacjami (jakoby pierwsze takie zostało dokonane), czy przemilczeniami (jak przebiegała droga z Zadniego Gerlacha, czy z Małego Ganku, lub też którędy dokonano wejścia na ŻTM), nie przystoi nikomu, a zwłaszcza komuś kto ma już sporo sportowych dokonań w Tatrach. Przechodzący solo zimą całą Główną Grań Tatr, Pavel Pochyly spędził dwie doby by pokonać uskok Wschodnich Żelaznych Wrót, a Michal Sabovčík i Adam Kadlečík twierdzą że wspinali się ściśle granią i nie opuścili żadnego szczytu. Tyle przejść ile ludzi, a szczególnie tych w Grani Głównej Tatr. Zalecam więcej szacunku dla poprzedników i więcej 'ścisłości' dla swoich 'pierwszeństw'.

Tekst i zdjęcia Adam Śmiałkowski