Przejście w Tatrach

Przejście w Tatrach

 

 

Przejścia z podsumowaniami (dla KW W-wa)

 

Pewien wycinek z życia Tatr został ujęty w suche ramy podsumowania sezonu taternickiego lata 2013. Zatopiony w żmudnym segregowaniu zebranych danych, wyzbyłem się pisarskiego pazura. Zamiast wielu wyszukanych epitetów przy każdym przejściu, mogłem sobie jedynie pozwolić na skracanie dat, nazw, żeby maksymalnie ścieśnić zestawienie. A na koniec i tak było za długie, żeby je ktokolwiek zamieścił. Tak więc wasze siedem stów nie poszło na marne, bo przynajmniej na stronie, owo zestawienie widnieje. Jasnym się stało przynajmniej dla mnie, czemu dotychczas nikt nie robił podsumowań. Bo po prostu nikt nie miał w tym interesu.

Uwzględniając niepełność mojego zestawienia, można się pokusić o kilka wniosków, które z pewnością są bardziej uprawnione, niż zwykłe przypuszczenia, każdego z uważnych i stałych bywalców Tatr. Jeśli przyjmiemy, że zebrane wpisy pochodzą od selektywnej grupy osób, to choćby w tym jednym obszarze, owych selektywnych wspinaczy, mówią o nich wszystko. Ilu jest tych, których zabrakło w podsumowaniu, kim są, jaki poziom reprezentują? Nie wiem. Mam nadzieję się tego dowiedzieć. Wiem nawet jak się tego dowiedzieć i ile czasu to zajmie. Warunkiem są pieniądze na 'inicjatywę Tatry przejścia'. Jeśli trudno było mi dotrzeć do przejść znaczących, nie tuzinkowych, czy też trudno było dotrzeć do mnie tym którzy tych przejść dokonali, to dlatego że jest ich mało, ale i po części dlatego, że gro takich osób nie dba o 'zaistnienie', lub uważa swoje dokonania za mało istotne.

Mimo wszystko udało się uzyskać dość zróżnicowany przekrój przejść. Trzeba podkreślić, że głównie od polskich wspinaczy. A więc jest to (pod względem ilościowym) lista charakteryzująca de facto polskie wspinanie. To o jakich drogach, najchętniej pisano, które z nich zamieszczono na stronie, jest również materiałem do wyciągania wniosków. Ilość pozyskanych informacji o trudniejszych drogach, nie kursowych, też o czymś mówi. O megalomani niektórych?. Nie powiedziałbym. Raczej o tendencji do wysokiej cyfry, zdobywanej na spitach. Tutaj taternicy Słowaccy są zdecydowanie na wyższym poziomie. Przede wszystkim widać u nich tendencję do pokonywania dużych trudności (Huserka VIII-) na własnej asekuracji, od dołu, a do tego na drogach nowych.

W uproszczeniu, sumując przejścia z naciskiem na lipiec i sierpień (najwięcej danych miałem z Dol Gąsienicowej), najchętniej pokonywano drogi V- kowe. Gdyby pokusić się o wybór najchętniej powtarzanych dróg, to są nimi drogi Motyki. Wszelkie rekordy popularności biją Granaty. Środkowe Żebro 130 zespołów, Filar Staszla 95, Prawe żebro 75. A żleb Dreaga tylko jeden zespół. Podobna sytuacja jest na Kościelcu. Dziesiątki odnotowanych przejść Setki, Sprężyny, a Lewy Dziędzielewicz bodajże dwa. Niepopularny, mało znany, wymagająca asekuracja? Moim zdaniem - właśnie tak. Mnich, Zamarła ... tłumy. Na Kopie Spadowej droga Skłodowskiego – 25 zespołów. Żabia Turnia Mięguszowiecka – jedno przejście (cały czas mówimy o tych odnotowanych). A do tego, to jedno przejście z ŻTM-a znalazłem na facebooku.

Czemu Grań Główna Tatr cieszy się popularnością? Bo ma stosunkowo niewielkie trudności techniczne, a jej przejście jest rzadkie i nobilitujące. I jeszcze jedno, GGT staje się popularna, za przyczyną zimowego przejścia Słowaków, dzięki biegowi ultra „granią Tatr”, publikacją na jej temat. Ale nie ukończona, jest jak wycof ze ściany. Powiedziałbym że kusi jak 'łatwe' drogi na zachodniej Gerlacha, na których trudności techniczne są według mnie nawet nie drugorzędne, ale trzeciorzędne, i na których okazuje się, że nie dość iż podejście długie, to początek męczący, a koniec przez całą drogę niewidoczny. Niemal jak z drogą we mgle.

Chciałbym żeby każdy znał przebieg nowej drogi na Rumanowym, do której nie dokopały się portale zapełniające szpalty symbolami: RP, FL, PP ... Żeby każdy usłyszał o 15 godzinach nieba i piekła, o asekuracji (własnej) w trudnościach za VII+. Żeby przybliżyć herosów tych dróg, posłuchać ich wrażeń z dochodzenia do szczytu. Mam dla nich miejsce oddalone od gwaru Matrixa, Rokokowej Kokoty. Doprowadzić je tam mogą wszyscy, którzy zechcą się dzielić swoimi przejściami (a więc każdy z nas). Którzy uwierzą że tworzą historię Tatr, choćby dla tych którzy przyjdą po nas. Dla nich te przejścia będą znacznie cenniejsze. Nawet suche dane, wyrażą więcej niż jesteśmy sobie w stanie dzisiaj wyobrazić. Z drugiej strony, czy to upublicznienie niektórych przejść, nie obedrze ich z ciszy i spokoju odległych zakątków Tatr? Czy nie zdegraduje grozy niektórych ścian? Myślę że ludzie mają na tyle mocny instynkt samozachowawczy, że nie porywają się na drogi poza zasięgiem swoich sił. Nie zapełnią ani Doliny Kaczej ani Niewcyrki.

W chwili gdy to piszę, dostałem wiadomość o tragicznej śmierci Włodka Cywińskiego .....

Mówił: „To co nie opisane, nie istnieje”. Był w trakcie pisania przewodnika po Grani Głównej Tatr. Przypuszczał, że to będzie ostatni z jego przewodników .... Bardzo chciałem żeby był obecny na spotkaniu w Euroregionie Tatry .... Po Paryskim, który ujął w swoich przewodnikach kawal historii eksploracji Tatr, nastały lata posuchy. Włodek odgrzebał wiele zakurzonych przejść, ale całe mnóstwo ginie w pomroce dziejów. Dziś nawet nie znamy wszystkich powtórzeń Stanisławskiego. Jego notatki zaginęły w Powstaniu Warszawskim. Mamy nowoczesne narzędzia, a nie wykorzystujemy ich. Czy naprawdę wyłączyliśmy ze swoich zainteresowań większą część Tatr? Czy za czasów Szczepańskich w niektórych dolinach był większy ruch niż dzisiaj? Na te i wiele innych pytań, nie znamy odpowiedzi. Przypuszczamy, ale błądzimy we mgle.

 

Adam Śmiałkowski